Moda na sutasz

Wywiad z Joanną Życińską - hafciarką biżuterii sutaszowej - artystką Galerii Dreamart

DreamArt: Często na portalach modowych pojawiają się słowa: sutasz, soutache, haft sutaszowy, biżuteria sutaszowa. Proszę wyjaśnij nam Joasiu, co to właściwie jest ten sutasz?

Joanna: Jest to po prostu haft, którego nazwa pochodzi od nazwy sznurka - sutasz. Jest to tasiemka spleciona w warkocz, zszywana w rowku biegnącym wzdłuż sznureczka, co pozwala ukryć nić łączącą zszywane ze sobą tasiemki. Dawno temu takimi taśmami, przeważnie koloru złotego, przyszywano ozdobne aplikacje na rękawach żołnierskich mundurów czy spodniach, tworząc ozdobne lampasy. Teraz przy użyciu sutaszowych sznurków tworzymy biżuterię:)

                                

DreamArt: Skąd wziął się u ciebie pomysł na pracę z sutaszem?

Joanna: Moje pierwsze spotkanie było zupełnie przypadkowe. Kilka lat temu zostałam namówiona przez koleżankę na kurs. Jechałyśmy nocą przez całą Polskę, do znanej dziś w środowisku „sutaszowniczek” artystki. Spędziłyśmy u niej cały dzień, było przesympatycznie i tak się zaczęło. Sutasz stał się moją pasją. Natomiast koleżanka, która mnie namówiła na tę eskapadę, oddała mi wszystkie swoje sznureczki, bo, jak się okazało, bardziej zainteresowany nimi był jej pies, który zabrał się radośnie za ich przeżuwanie. Pies z igłą się raczej nie zaprzyjaźni, a ja i owszem.

DreamArt: Twoja haftowana biżuteria jest nie tylko piękna, ale i wykończona z niezwykłą starannością. Czy dużo pracy wymaga zrobienie sutaszowych kolczyków czy naszyjnika?

Joanna: Tworzenie sutaszu jest bardzo pracochłonne. To misterna praca. Z kilku sznurków koralików czy kamieni wyczarować można cuda. Oplatając kamienie tworzę bajeczne kształty, co najbardziej widać przy dużych formach, np. naszyjnikach. Zaczynam pracę od wyboru kamieni, później pod kolor sznurki i szyjemy. Czasem kilka godzin, czasem kilkanaście, a nawet więcej. Staram się, aby moja biżuteria była starannie wykończona skórą, rzadko filcem, a kolczyki przeważnie wykończone są dwustronnie koralikami. To taka moja mała obsesja. Może dlatego, że z zawodu  jestem krawcową i biżuteria musi być dopracowana. Kolczyk na uchu czasami się odwraca i fajnie jak ma ładny, dokładnie wykończony rewers.

            

DreamArt: Jakie są, Joasiu, twoje ulubione kamienie, wzory, materiały, kolory?

Joanna: W swojej biżuterii staram się używać tylko kamieni szlachetnych i półszlachetnych oraz szkło, lubię też masę perłową. Za to unikam plastiku. Zaczynam szycie przeważnie bez konkretnego planu, chociaż w głowie zawsze kłębi mi się  mnóstwo pomysłów, rzadko jednak rozrysowuję sobie je na kartce. Zatem wzory powstają w trakcie samej pracy. Dopasowuję je do kamieni, ich kształtu, a także do nastroju jaki tworzy się w danym momencie. Najbardziej lubię kolory turkusu, zieleni, niebieskiego. Jednak panie często wybierają brązy oraz połączenie czerwieni z czernią.

DreamArt: Skąd czerpiesz inspiracje?

Joanna: Inspiracje przychodzą same, często pomysły poddaje nam natura. Przepiękne połączenia kolorystyczne mają ptaki. Jesień to brązy, jesienne liście, więc dodajemy odcienie pomarańczy. Idę lasem po mchu i następnym dziełem są kolczyki zielono-brązowe. Inspiracje to moje otoczenie i wyobraźnia.

DreamArt: Wiem, że haftujesz czasami biżuterię dla klientek na indywidualne zamówienie. Czy była jakaś praca, której zaprojektowanie i wykonanie sprawiło ci szczególną przyjemność?

Joanna: Często robię biżuterię na zamówienie do jakieś konkretnej kreacji albo w określonych kolorach. Najwięcej wrażeń sprawia mi szycie biżuterii ślubnej. Zawsze jest dreszczyk emocji, czy będzie się podobać, to w końcu ozdoba na ten jeden, jedyny dzień w życiu. Czasami moje klientki przysyłają zdjęcia w mojej biżuterii i sama robię: aaach...

                                   

DreamArt: A jaką biżuterię sutaszową lubisz haftować najbardziej?

Joanna: Najbardziej lubię robić kolczyki - najlepiej takie asymetryczne. Nie przepadam za bransoletkami, co nie znaczy, że ich nie wykonuję. Bardzo lubię, gdy biżuteria ma wszyte duże ilości malutkich koralików, które nazywam pchełkami. Dodaje to pracy takiej lekkości. Rzadko obszywam kamień tylko sznurkami.

DreamArt:  Czy klientki wracają do ciebie? Jedna para kolczyków sutaszowych to przecież  zdecydowanie za mało. :)

Joanna: Klientki, które już u mnie kupowały albo widziały moją biżuterię na żywo, często do mnie wracają. Widziały jakość wykonania i wiedzą czego mogą się spodziewać. Kupują nie tylko dla siebie, ale i na prezenty dla najbliższych. Polecają mnie też swoim koleżankom, a reklama pocztą pantoflową to najlepsza rekomendacja, :)

DreamArt: Joasiu, bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę ci, w imieniu zespołu Galerii DreamArt, wielu ciekawych pomysłów oraz zadowolonych klientek oczarowanych magią sutaszowej biżuterii.